środa, 11 lutego 2015

ROZDZIAŁ 17:MARCO ON....

_ Oczami Niny_

Obudziłam się rano , wstałam z łóżka , ubrałam się , pocałowałam i zeszłym na dół gdzie mój brat z narzeczona Ania. Oboje patrzyli na mnie z minami jak by chcieli mi coś powiedziec ale nie widzieli jak.
- Nina tylko spokojnie - zaczęłam Ania
- O co chodzi ? - spytałam ich
- Marco on....... - zaczęła Ania
- Co z nim - spytałam denerwując się coraz bardziej
- Miał wypadek , ta doba będzie decydującą - odrzekł Robert
- Który szpital ?? - spytałam wściekła na nich ze wcześniej mi nie powiedzieli
- Ten niedaleko Allianz - odparł oddając mi kluczyki ze spokojem
- Bądź ostrożna - poprosiła mnie Ania
Nie słuchając jej pobiegłam do auta i ruszyła z piskiem opon. Wiedziałam że to z mojej winy miał wypadek ale teraz najważniejsze było tylko to by wyszedł z tego cało. Po chwili byłam na miejscu weszłam do szpitala , podeszłam do recepcji.
- Przepraszam,  gdzie leży Marco Reus - spytałam jakas pielęgniarkę
- A Pani jest?? -spytała mnie
- Jego dziewczyna - skłamała na  szczęście nie czyta gazet bo uwierzyła
- Sala 106 drugie piętro - powiedziała z uśmiechem
Popedzilam we wskazane miejsce , to co tam zastalam było dla mnie wielkim ciosem , zaczął dzwonić mi telefon,  dzwonił Mario , nie chciałam odbierać wiec odrzuciłałam połączenie.  Liczył się tylko Marco. Podeszłam do leżącego na łóżku przyjaciela . Złapałam go za rękę siadając.
- Marco nie możesz mnie tak zostawić wiem ze Cię raniłam ale wiedz ze bardzo Cię kocham , nie poradzę sobie bez Ciebie , miałam nadzieję że zapomnę o Tobie będąc z Mario ale nie potrafię a teraz ty nie wiadomo czy przeżyjesz. Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie jak Robert nas sobie przedstawił. Juz wtedy wiedziałam że chce być  z Tobą ale ty byłeś z Caroline a teraz ona jest Twoja była żona. Proszę Cię wybacz mi i nie zostawiaj mnie. Po prostu nie możesz umrzeć nie możesz. Bez Ciebie nie poradziłabym sobie , jesteś moim najlepszym przyjacielem i nie tylko. KOCHAM CIĘ. - skończyłam swój monolog jedna samotna łza spływala po moim policzku spadała na twarz Marco a ja ją z niej otarlam.
Później pojechałam do domu gdzie czekał na mnie Mario z pretensjami.
- Dlaczego nie odbierasz one mnie telefonu -spytał zły
- Nie jestem Twoim psem żeby cały czas z Tobą siedzieć a po za tym miałam powód - Krzyknęłam na niego a z oczu Popłynęły mi łzy, wiedziałam juz ze Mario to chyba ten nie odpowiedni
- Ale przynajmniej mogłaś napisać gdzie hl jesteś martwiłem się a teraz nie wyobrażam sobie ze możesz mnie okłamać - krzyknął na mnie
- Jak chcesz to możemy się rozstać - krzyknęła przez łzy na cały dom
- Proszę bardzo - krzyknął równie głośno
- W takim razie to koniec . Wynos się z mojego życia , spiepszyles mi związek z Marco a teraz zepsules nasz. Mam Cię dość wynos się z mojego życia i tego domu. - krzyknęłam
On jak chciałam tak zrobił , wyszedł i miałam nadzieję że już nie wróci.

_ Oczami Mario

Zrobiłem co chciała wyszedłem z jej pokoju ale wiedziałem ze jak wszystko przemysli to zadzwoni.
- Przepraszam ze musieliscie tego słuchać - Powiedziałem totalnie zbity z stropu
- Stary zamiast ja wspierać to ty na nią krzyczysz i wyjeżdżasz z tym ze cie okłamuje- powiedział spokojnie Robert
- Zobaczę co u niej - wtrąciła Ania
- O co chodzi - spytałem przyjaciela
- Marco jest w szpitalu a ta doba jest decydujaca - odparł
- Wiem byłem u niego słyszałem co do niego mówiła. To totalnie nie wkurzyło - warknąłem spod łba
- Musisz ją zrozumieć polubiła się w uczuciach , sama nie wie cze go chce a ty dolewasz oliwy do ognia. - powiedział Robert
- Masz rację musze dać jej spokój, siema widzimy się jutro na treningu , pamiętaj że jutro Robben robi urodziny - powiedziałem i wyszedłem z domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz