PARĘ MIESIĘCY POŹNIEJ
Dziś mój wielki dzień , tak w końcu wychodzę za mąż za Marco rzecz jasna. Bardzo się denerwuję bo nie wiem czy Marco naprawdę tego chce ja byłam pewna na 100%.
Idą nawą kościoła patrzyłam czy Marco nie uciekł jednak nie stał tam w garniturze i ślicznie się uśmiechał.
- Czy bierzesz za żoną tę tutaj Ninę Lewandowską i przyrzekasz , że nie odpuścisz jej aż do śmierci - zadał pytanie Marco ksiądz
- Tak , biorę - odpowiedział Marco
- Czy bierzesz za męża tego tutaj Maro Reusa i przyrzekasz , że nie opusicisz go aż do śmierci - tym razem mi zadał pytania
- Tak - odpowiedziałam
Po ceremonii pojechaliśmy na miejsce , gdzie miało się odbyć wesele , jak zwykle szampan , tańce , rzucanie bukietem, który złapała Ann. Impreza do białego rana , jak zwykle miało być fajnie ale my z Marco nie mamy szczęścia i coś musiało zkłucić impreze a mianowicie poród Ann.
Pojechaliśmy wszyscy do szpitala , gdzie Ann urodziła ślicznego synka - Nathana.
- Piękny jest- powiedziałam kiedy weszłam do sali gdzie leżała młoda mama
- Wiem ale źle się czuję - odpowiedziała
- Wiem co czujesz , tylko ja wtedy byłam sama , nie miałam nikogo ale jakoś dałam radę jak coś to zawsze chętnie Ci pomogę - powiedziałam
- Dzięki , na pewno skorzystam- powiedział z uśmiechem
Później wszyscy rozjechali się do domu , ja za Marco do naszego wspólnego kątka na obrzeżach Monachium , za niedługo mieliśmy przenieść się spowrotem do Dortmundu , gdzie nasze miejsce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz